• Odwiedziło nas: 503837 osób
  • Do końca roku: 221 dni
  • Do wakacji: 29 dni
Czwartek, 2018-05-24
Imieniny:
Joanny, Zdenka

KARTKA DLA RODZICÓW 1

Jesteś tu: » Strona startowa » Kącik religijny » KARTKA DLA RODZICÓW 1

Kategoria: 1.  Rodzice pytają:



 

Współczesny świat ciągle pędzi i prześciga się w nowościach komputerowych, medialnych. Można nie wychodząc z domu zwiedzać świat, przenosząc się kilkaset kilometrów z miejsca zamieszkania. Dzieci idąc ze szkoły marzą tylko o tym, by zasiąść do komputera i grać, ale czy to dobry sposób na spędzanie wolnego czasu? Wielu rodziców zabieganych, zapracowanych często nawet nie wie, w co gra jego dziecko, jak spędza czas wolny. Warto w tym miesiącu na początku Nowego 2014 Roku pomyśleć o rodzinnym spędzaniu czasu wolnego. Warto zapytać swoje najdroższe Skarby, jak spędzają czas wolny po szkole wtedy, gdy nie mają innych zajęć. Ta rozmowa może otworzyć nowe horyzonty, może pozwolić odkryć wartość choćby najkrótszej chwili spędzonej razem, wspólnie, może pozwoli zaplanować sobotę i niedzielę, by pobyć razem...


Z życia wzięte ...


       W pewnym lesie, nieopodal wielkiego miasta, żyła rodzina Wiewiórczaków. Była wyjątkowa jak każda, ponieważ panowała w niej swoista dla „Wiewiórek" atmosfera. Należeli do niej tata Pan Wiewiórczak, jego bardzo dobra i mądra żona - Pani Wiewiórczakowa oraz ich siedmioro uroczych dzieci. Razem tworzyli zgrany zespół. Ich codzienność to leśna szkoła u dobrej nauczycielki – pani Sowy, wspólne zabawy z przyjaciółmi, a także nawzajem ze sobą. Oczywiście nie brakowało też wspólnej pracy przy zbieraniu orzeszków i porządkowaniu domku. To sielskie życie rodzinne zakłócały nasilające się sprzeczki między dorastającym rodzeństwem a rodzicami. Przestały cieszyć wspólne spotkania i wspólna praca. Zamiast rozmów panowało milczenie lub ostre i cierpkie słowa. Dobra i mądra mama wiedziała, że nie może tak być. Czuła w sercu, że nic dobrego z tego nie będzie.
       Pewnego dnia bardzo szarego i jesiennego, najstarszy syn powiedział: „Odchodzę stąd, nie chcę tu być". Od tego dnia powoli odchodzili następni mówiąc lub nic nie mówiąc: „Po co nam rodzina, lepiej poszukać swojego domu". Z każdym odejściem dziecka, las wokół domu państwa Wiewiórczaków tracił kolory, mało tego - gałęzie wykrzywiały się, a orzeszki – te ulubione nie smakowały jak zawsze. Wszystko wokół traciło kolor i smak. Wielki rodzinny dom stał się pusty i smutny. Aż trudno było ze sobą rozmawiać. Tata nic nie mówił tylko drapał się po głowie, a mama chodziła od okna do okna i myślała co zrobić.
       Pewnego dnia, kiedy było bardzo smutno i szaro i nawet niebo płakało, mądra mama wstała wcześnie rano i wyruszyła w las. Chodziła od drzewa do drzewa, by odszukać swoje dzieci. Każdemu pojedynczo mówiła: „Przyjdź dziś wieczorem do domu, ogrzejesz się i sami sobie poroz-mawiamy. Weź tylko jedną gałązkę do wspólnego ognia". Chodziła od domku do domku, zapra-szała i zapewniała o tym, by się nie bać. Nikt z dzieci nie wiedział, że dobra i mądra mama zaprosiła ich wszystkich. Każdemu tylko proponowała: „Weź tylko jedną gałązkę do wspólnego ognia". I tak tego dnia, gdy nawet niebo płakało, zebrała się cała rodzina. Każdy wchodząc był zdziwiony widząc rodzeństwo. Nikt jednak nie miał odwagi wstać i uciec, każdy miał w ręku gałązkę. Mama przemówiła patrząc każdemu w oczy. "Dzieci moje kochane - wiewióreczki najdroższe, proszę, spróbujcie złamać gałązkę jaką przynieśliście. Widzę, że wam się udało. Tak, bo to tylko jedna drobna gałązka – teraz połóżcie gałązki na środku pokoju w jednym miejscu. Zobaczcie jak dużo gałązek się zebrało". Powiedziała do najstarszego syna: „Weź w swoje dłonie gałązki i spróbuj je złamać". Syn wziął, ale nie mógł. Nie było już tak łatwo jak wcześniej. Potem dała następnemu i tak wszystkim po kolei. Podała także silnemu tacie – jemu też się nie udało. Wówczas ze swoim uśmiechem spojrzała z miłością na wszystkich i powiedziała: „Jedną gałązkę łatwo złamać, bo jest sama i drobna. Ale nie można złamać dziewięciu gałązek, czyli nie można złamać rodziny. Bo rodzina mimo burz, mimo grzmotów jest rodziną. Dzieci, nic nie może nas złamać. Proszę, pamiętajcie o tym. Samemu nawet orzeszek nie smakuje tak jak w domu". Dzieci nic nie mówiły, tylko w ciszy uściskały się nawzajem. A mądra mama ze spiżarki przyniosła koszyczek orzeszków.
       W naszym życiu rodzinnym przeżywamy różne sytuacje. Każda rodzina ma swoją tajemnicę, swoją tradycję i swoją wyjątkową historię. Pomyśl o swojej rodzinie ..., podziękuj, przebacz i proszę jak możesz, zapamiętaj słowa bł. Edmunda Bojanowskiego: „Najwyższym celem wychowania jest, aby człowiek stał się obrazem i podobieństwem Boga na ziemi". Temu odkryciu służy wczesne wychowanie, troska o to, by dzieci umiały dobrze wykorzystać czas wolny od nauki. Jak ważne jest odkrycie talentu dziecka, tak bardzo ważne jest też rodzinne spędzanie czasu w niedzielę. Może warto odkurzyć gry rodzinne tj. warcaby, chińczyk, państwa – miasta, itp.

 

Perełka bł. Edmunda Bojanowskiego


        Dnia 3 maja 1854 roku przyszła do Edmunda uboga kobieta, której mąż pozostawał w wię-zieniu i prosiła o przyjęcie „do sierot" jej córki. Po tej wizycie zapisał w Dzienniku: „Powyższa rozmowa z nieszczęśliwą matką i głębokie rozrzewnienie nad jej niedolą zastąpiło mi bytność na dzisiejszej pierwszej pasji piątkowej w kościele....".
       Bł. Edmund potrafił dostrzec różne oblicza ludzkiej nędzy: materialne, intelektualne, kulturowe, moralno-duchowe. Był człowiekiem świeckim... znał doskonale trudy i potrzeby rodziny. Wiedział, że to, co się w duszy dziecka zasieje - to zostaje głęboko w jego sercu na całe życie.
Niech to będzie dla nas – w szczególności rodziców – rachunkiem sumienia. Nie wystarczy dać dziecku zabawki, wykształcenie, wygodne życie. Trzeba mu dać siebie i to, co najważniejsze – Odniesienie do wartości religijnych. 


„Dzieci, jako najdroższy skarb Jezusa Pana, niechaj starannie i w miłości pielęgnują, aby stawając się maluczkimi przed Bogiem, przysługiwały się Jezusowi Panu, który nie tylko sam stał się dzieciątkiem, ale też w dzieciach chciał być uwielbionym" /Reguła § 44/.

 

Jeśli ta odpowiedź pobudzi Cię do refleksji, lub wzbudzi nowe pytania, 

to możesz podzielić się nimi z siostrami służebniczkami:  

2. Artykuły


Rodzice pytają:

 

 

Artykuły z cyklu „Kartka o wychowaniu ...” będą się ukazywać w Roku Bł. Edmunda Bojanowskiego jako odpowiedź na prośby rodziców, którzy bardzo często zwracają się do nas – sióstr służebniczek – o pomoc, radę i konkretne wskazówki, jak dobrze wychowywać swoje dzieci w obecnych czasach, pełnych różnorodnych zagrożeń.

Poprzez publikowane teksty pragniemy podzielić się z rodzicami, nauczycielami i wychowawcami cennymi myślami pedagogicznymi Założyciela naszej rodziny zakonnej - Bł. Edmunda Bojanowskiego.

 

Zapraszamy do comiesięcznej lektury i zapewniamy, że przez pamięć w modlitwie wspieramy tych, którym leży na sercu sprawa integralnego wychowania dzieci w duchu wartości chrześcijańskich.

 

 

 

 

       Śmierć to jedyna rzecz, która nieuchronnie czeka nas wszystkich, a w dzisiejszych czasach żyjemy w społeczeństwie, w którym temat cierpienia, śmierci jest często nieobecny i  traktowany jako swoiste tabu. Dlatego boimy się i tak naprawdę nie umiemy o nim rozmawiać z naszymi dziećmi. Poważna choroba, śmierć w rodzinie - to niewątpliwie jedno z najbardziej bolesnych doświadczeń naszej egzystencji. Bardzo często sami nie potrafimy, nie umiemy poradzić sobie z bólem, buntem i nieustannym pytaniem, dlaczego ktoś od nas odchodzi... Boimy się także pytań naszych dzieci związanych z tajemnicą śmierci. Owszem, niekiedy bywa i tak, że te bolesne wydarzenia nie dotykają naszej rodziny przez długie lata, ale to nie zwalnia nas z przygotowania do rozmowy na te trudne tematy. Okoliczności do takiej szczerej, serdecznej rozmowy z naszymi dziećmi znajdziemy wiele. Przecież raz po raz słyszymy, że ktoś z naszej rodziny, sąsiedztwa zachorował, że ktoś zmarł, zginął w wypadku itp. Małe dziecko może nam wtedy zadać wiele pytań: "A czy ja też mogę umrzeć?", "Dlaczego człowiek umiera?" ...  Dla starszych dzieci i młodzieży śmierć bliskich jest często powodem buntu, wewnętrznego zamknięcia i wciąż powracającego pytania: „Dlaczego … ?!” 

      Jak więc rozmawiać z dziećmi o śmierci, aby nie przerazić i nie zbagatelizować, nie pogłębić żalu i pretensji do Pana Boga, aby odejście naszych bliskich ukazać jako spotkanie z Bogiem, naszym kochającym Ojcem?

 

 

 Z życia wzięte ...

 

 

      W pewnej wiosce żyła rodzina, w której panowała serdeczna atmosfera. Tworzyli ją tato Karol, jego żona Maria oraz czworo uroczych dzieci: od 6 -letniej Weroniki do 15-letniego Pawła. Razem byli „zgraną paczką”. Ich codzienność wypełniała szkoła, wspólne zabawy z przyjaciółmi, a także ze sobą. Dzieci musiały również pomagać w pracach domowych i na gospodarstwie.

    Pewnego dnia mama otrzymała smutną wiadomość o chorobie nowotworowej babci Celinki, czyli swojej mamy. Próbowała mimo wszystko nadal uśmiechać się do swoich skarbów, ale ukradkiem ocierała łzy i z niecierpliwością czekała na powrót męża z pracy. Dzieci, po zajęciach w szkole, bawiły się prześcigając się w nowych pomysłach. Tylko najstarsza z córek Kasia co chwilę pytała mamę, czy na pewno dobrze się czuje. Mama szepnęła jej coś do ucha … 

Kiedy tata wrócił z pracy, nie było jak zawsze wspólnej kolacji, tylko mama poszła z nim do pokoju. Rozmowa przeciągała się, a dzieci czekały, by zasiąść razem do stołu. Kiedy byli już razem, tato spojrzał na zaniepokojone dzieci i powiedział, że mama musi na kilka dni pojechać do ukochanej babci, u której wszyscy lubili spędzać wakacje. Dzieci zaczęły wołać: „Ja też! My też pojedziemy z mamą do babci na jej pyszne pierogi”. – „To niemożliwe” – odpowiedział tato. „Dlaczego?”- zapytała najmłodsza Weroniczka? Mama, ocierając łzy, powiedziała: „Skarby najdroższe, tym razem muszę pojechać sama, bo babcia bardzo źle się czuje i … chce się ze mną pożegnać … 

- „Co to znaczy?” - jednym głosem krzyknęły. Tato ponownie zabrał głos: „Posłuchajcie. Bóg jako Stwórca świata i człowieka daje nam konkretną rodzinę i miejsce, gdzie żyjemy, wzrastamy. Najpierw sami żyjemy w rodzinie, a potem, kiedy stajemy się dorośli, zakładamy własne rodziny i dajemy życie naszym dzieciom. Nasza babcia Celinka to wspaniała kobieta, która dała nam kogoś najważniejszego w naszym życiu - naszą mamę. Nauczyła ją wiele rzeczy, a nade wszystko swoim życiem pokazała jej jak kochać Boga i drugiego człowieka. W sąsiedztwie babcia znana była z dobrych rad i wielkiego serca. Ostatnio czuła się coraz gorzej - bolały ją ręce, nogi i wzrok też się pogorszył. Po ostatniej wizycie lekarza okazało się, że ma złośliwego nowotwora, więc jest nieuleczalnie chora. 

– „Trudne to…” – westchnęła Weronika. - „To jest wpisane w nasze życie. Rozstajemy się z bliskimi, ale oni są obecni w naszej pamięci. Oni powracają tam, skąd wyszli - do Stwórcy. Jak ktoś odchodzi do Nieba - to można powiedzieć, że wraca do Domu!” 

Rozważania taty przerwała mama wchodząc już ubrana w płaszcz i gotowa do drogi. „Przepraszam, ale ja muszę już jechać … i łamiącym się głosem dodała: „by podziękować mojej ukochanej mamie za wszystko…”. 

- „Mamo, skoro babcia idzie do Stwórcy, gdzie jest radość i miłość - to dlaczego dziś, kiedy przyszła wiadomość ukradkiem ocierałaś łzy?” – zapytał poważnie Paweł. 

-„Kiedy odchodzi ktoś bliski, to łzy są oznaką miłości i smutku, że tej bliskiej osoby nie będzie już tak na wyciągnięcie ręki, ale będzie inaczej, w każdym drgnieniu serca – wyjaśnił synowi Tata, przytulając żonę. 

Po wyjściu mamy, tata zwrócił się do dzieci: „Słuchajcie, w tych dniach będziemy mieli bardzo trudne zadanie do odrobienia i to wszyscy razem. Pamiętajcie, że to przeżycie może nas jeszcze bardziej zbliżyć do siebie nawzajem. Zapamiętajcie, że życie nasze jest DAREM, który otrzymaliśmy od Boga. W życiu każdego z nas nadejdzie dzień, w którym trzeba  powrócić do Stwórcy, tam, gdzie mieszkań jest wiele dla każdego z nas. Trzeba nam tylko dobrze przygotować serce na to spotkanie z Miłością! A teraz pomódlmy się razem o potrzebne łaski dla babci na czas przejścia do wieczności i za mamę, aby z głęboką wiarą przeżywała te trudne chwile. 

 

Perełka bł. Edmunda Bojanowskiego

  

      Bł. Edmund wiele razy w swoim Dzienniku zapisuje, że ktoś umarł. Wzruszające są jego zapiski po śmierci ukochanej sierotki Józinki: „Zobaczyłem (...) z daleka okno otwarte i białą firankę wiewająca w oknie, jakby wiewała, że na próżno idę zobaczyć żyjącą Józię. Zadzwoniłem, otarłem oczy zwilżone i przybrałem, o ile sił mi starczyło, postawę spokojną”. Edmund nie wstydził się ani łez ani wzruszenia, jakie w nim wywołało odejście sierotki Józi, ale też nie rozpaczał, bo wiedział, gdzie szukać ukojenia w bólu. Pisał dalej: „Poszedłem Bogu zanieść zbolałe serce. Modliłem się gorąco nie słowami, nie myślą, ale wyprężonym uczuciem całego serca. Prosiłem Boga najmiłosierniejszego, aby dał mi łaskę wytrwałości i zupełnego zgadzania się z Jego wolą świętą” (Dz. 27.05.1853).

      Bł. Edmund nie zakrywał przed dziećmi śmierci, ani swojego bólu i żalu po stracie kogoś bliskiego. Przeciwnie, zabiera je na cmentarz i pokazuje im wykopany grób dla Józinki i chociaż o tym nie pisze z pewnością rozmawia z nimi o śmierci, o smutku, ale też o miłości Boga i o tym, że kiedyś spotkają wszyscy ukochaną sierotkę. Cmentarz dla dzieci nie był czymś nieznanym, nie napawał ich lękiem. Poleca siostrom, aby prawdę o życiu wiecznym przybliżały dzieciom prowadząc je właśnie na cmentarz. „Latem, (jeśli jest cmentarz we wsi) dzieci będą zaprowadzane na groby. Tam zamiast robótek w ogródku mają naprawić mogiłki, darnią okładać kwiatki sadzić (...) na cmentarzu dzieci zmówią wieczorny paciorek i Anioł Pański za zmarłych" (reg. 41). 

      A w tygodniowym rozkładzie zajęć dla dzieci bł. Edmund polecił, aby środa poświęcona była zmarłym.  Przywodził na pamięć tajemnicę Świętych Obcowania, jak również więzy, które nas łączą z tymi, którzy przebywają w chwale, lub w cierpieniu oczekiwania. Małe sieroty, przyjęte po epidemii cholery, uczyły się szukać swoich rodziców na tamtym świecie, u Boga. Tego dnia dzieci szły wspólnie na cmentarz, aby modlić się i porządkować groby.  Zapisał również, że „dzieci w ochronce mają już być zaprawiane z małości do spraw całego życia ludzkiego” (reg. 15). 

     

      Przeżywamy miesiąc luty, w którym czcimy Matkę Bożą Gromniczną, Patronkę dobrej śmierci i obchodzimy kolejny Światowy Dzień Chorego. Porozmawiajmy z dziećmi o przemijaniu i odchodzeniu, o życiu, które się nie kończy. Warto też wytłumaczyć symbolikę gromnicy i śmierci jako przejścia do życia w wiecznej światłości, którą jest Chrystus.

 

Jeśli ta odpowiedź pobudzi Cię do refleksji, lub wzbudzi nowe pytania,

to możesz podzielić się nimi z siostrami służebniczkami:

siostrybdnp@gmail.com